W moim ogrodzie we Francji

W moim ogrodzie we Francji

Przyjrzyjmy się teraz najbliższemu otoczeniu naszego domu. Jeśli mamy ogród lub choćby kilka doniczek z kwiatami, możemy tam spotkać wiele interesujących zwierząt. Moim ulubionym rodzajem ogrodu są dzikie zarośla, takie jak koło naszego domu na południu Francji. Prawdę mówiąc, miejsce to nie bardzo zasługuje na miano ogrodu. Jest to po prostu 10 ha bujnej roślinności: porośnięte wonnymi ziołami: macierzanką i rozmarynem wzgórza, zarośla janowców, dęby ostrolistne i pinie oraz zdziczałe figowce, oliwki, lubaszki i orzechy.

Jedynie w najbliższym sąsiedztwie domu usiłujemy nieco poskromić dziką przyrodę: skłonić powojniki i inne pnącza, żeby pięły się po bambusowym dachu patio. Hodujemy też w ogródku trochę warzyw i róż, a także budleję (omżyn) i lawendę, które przyciągają roje owadów. Dbamy, żeby w czasie upałów z kranu na patio kapała woda, zwilżając kamienną podłogę, gdzie osy, motyle i chrząszcze mogą odpocząć w chłodzie i napić się. Ów „wodopój” znajduje się tuż kolo drzwi do salonu, więc przechodząc tędy musimy uważać, żeby nie nastąpić na jakiegoś owada. Pokryłem patio daszkiem z bambusów, których puste w środku łodygi stanowią doskonałą kryjówkę. Szczególnie upodobały ją sobie zadrzechnie, jedne z największych i najbardziej kolorowych dzikich pszczół. Przez cały dzień słychać, jak brzęczą i szeleszczą, budując gniazda w spalonych przez słońce bambusowych pędach.

Ogród otoczony jest kamiennym murem, gdzie również żyje wiele stworzeń. Po murze prześlizgują się smukłe, brązowe jaszczurki, a inne, wielkie i nakrapiane, zielone jak smoki, wygrzewają się w słońcu na jego szczycie. Między kamieniami mieszkają skorpiony, ropuchy paskówki, koszatki i węże.

Z radością witamy każde nowe zwierzę czy roślinę. Lubię ten ogród z powodu jego różnorodności. Spójrzmy, na przykład, na motyle, które żywią się nektarem lawendy. Ich larwy potrzebują jednak do życia całkiem innych roślin. Piękny paź królowej przylatuje tu, wykonując wdzięczne piruety, pije nektar i odbywa swój taniec godowy. Podobna do wielkiego płatka śniegu samica siada na dzikim koprze i składa jaja. Wyklute larwy przypominają początkowo maleńkie, włochate czarne kropki. W miarę, jak rosną, zrzucając kolejne wylinki, przekształcają się w grube, zielone gąsienice o czarno prążkowanym ciele. Mogę więc śledzić rozwój i życie pazia, nie ruszając się dalej, niż 100 m od domu. Na Wyspach Brytyjskich gąsienice tego motyla (którego występowanie ogranicza się tam do rozlewisk kolo Norfolk) żywią się goryszem błotnym.

Siedząc na patio mogę obserwować, jak modliszka skrada się, żeby schwytać motyla lub pająka wśród pnączy nad moją głową. Mogę też przyglądać się osom polującym na pająki lub dziwnym ślimakom o wyraźnie wyodrębnionej głowie, których podłużne muszle wyglądają, jakby ktoś uciął ich czubek nożem. Ślimaki te najłatwiej spotkać wśród rosnących pod migdałowcem kosaćców. O zmierzchu przylatują chrząszcze z rodziny kózkowatych, podobne do maleńkich czarownic na miotłach. Na stoku wzgórza, powyżej i poniżej domu, pod porośniętymi żółtym porostem głazami, żyją wielkie, kremowe skorpiony i tarantule. Na kamieniach można dostrzec kokony jajowe modliszek, które wyglądają jakby były zrobione z papieru, podobne kształtem do wydłużonych stogów siana. W miniaturowej dżungli pachnących ziół, których woń unosi się w powietrzu, mieszka mnóstwo gatunków pasikoników, małych ciem i innych drobnych istot. Według mnie taki właśnie ogród jest najbardziej interesujący. Możemy hodować w nim kwiaty i warzywa, a jednocześnie dzielić jego przestrzeń z wieloma zwierzętami. Czujemy się tu częścią przyrody, zapominając zupełnie, że zaledwie dziesięć minut jazdy samochodem dzieli nas od wielkiego miasta — Nimes.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *