Stawy i strumienie

Stawy i jeziora naszej planety stanowią wielkie rezerwuary słodkiej wody, natomiast rzeki i strumienie, przecinające lądy, są jej żyłami i arteriami. Zaskakujące wydać się może, że pośród wszystkich wód Ziemi (oceanów, mórz, zasobów wody w postaci ogromnych gór lodowych, a także rozległych przestrzeni pokrytych lodem i śniegiem), tylko odrobinka — odpowiednik kropli w butelce wina, należy do wód słodkich — i że ta odrobinka jest tak dla nas ważna. Każdy typ środowiska lądowego posiada swoiste zasoby wodne. Mogą to być zamarznięte sadzawki tundry; głębokie, zimne jeziora północnych lasów czy szybko płynące strumienie górskie, które przeistaczają się po spłynięciu na równiny w szerokie, leniwe rozlewiska wodne; głębokie brązowe rzeki zasilające puszcze deszczowe, a także źródła w oazach na rozległych terenach jałowych pustyń. Wszystkie te słodkie wody są dla nas ważne, nawet najmniejszy stawek na łące obok naszego domu.

Woda jest jednym z najistotniejszych „artykułów pierwszej potrzeby” w świecie. Rośliny lądowe, kierują po omacku korzenie ku wodzie, zwierzęta żyjące na ziemi i drzewach przychodzą do niej dla zaspokojenia pragnienia, głodu czy po prostu dla kąpieli lub zabawy. Niektóre organizmy nie mogą się bez niej rozmnażać. Woda odgrywa więc niezmiernie ważną rolę w życiu wszystkich organizmów lądowych. Dla przykładu, na pustyniach Ameryki, nasiona chmielograbu i Dalea spinosa mogą kiełkować tylko po „skotłowaniu” ich i nadwątleniu przez wezbrane wody pędzące wyschniętymi zwykle korytami rzek, zwanymi tam „arroyos”. Należy wreszcie pamiętać, że wody słodkie posiadają własny zestaw zamieszkujących je roślin i zwierząt – od prześlicznych, pływających kwiatów „lilii wodnych” do wielkich, błyszczących wodnych chrząszczy.

Po raz pierwszy uświadomiłem sobie jak skomplikowanym i złożonym środowiskiem jest woda, gdy podczas pobytu na wyspie Korfu, mój przyjaciel i nauczyciel Teodor pokazał mi zawartość kropli wody zaczerpniętej z beczki, która stała przed kuchnią naszego domu. Gdy spojrzałem na nią przez mikroskop, ujrzałem niezwykły dla mnie świat. Były tam przedziwne oczliki, wyglądające jak zniekształcone krewetki, taszczące wielkie worki ze szkarłatnymi jajami, podczepione z obu stron jak toboły z cebulą na grzbiecie osła. Dokoła przemykały gromady pantofelków, rzędy krótkich rzęsek (zwanych cilia) poruszały się na ich jednokomórkowych ciałach jak miniaturowe wiosełka. Rozwielitki — popularne dafnie — ukazywały wielobarwne wnętrza swoich przezroczystych ciał, a okrzemki zachwycały różnorodnością kształtów. Wszystkie te niezwykłe organizmy żyły w jednej kropelce wody, a ja zupełnie nie zdawałem sobie z tego sprawy, dopóki nie zobaczyłem ich przez mikroskop.

Prawdziwy przyrodnik powinien być przygotowany na każdą ewentualność, tak więc jeśli znajdujemy się w terenie — nawet jeżeli nie planowaliśmy wycieczki nad staw czy strumień — warto mieć ze sobą kilka zamykanych pojemniczków. Woda z rowów i z kałuż, które napotykamy po drodze, z dziupli w drzewach, a nawet zatkanych liśćmi rynien może nam sprawić wiele radości, gdy ją będziemy oglądać za pomocą prostego mikroskopu. Jeśli nawet nie jest się artystą, kształty i barwy tych drobnych mieszkańców wód powodują, że chce się utrwalić ich piękno.

Właśnie na Korfu Teodor nauczył mnie sztuki poznawania środowisk wodnych. Wychodziliśmy z domu tak wcześnie, jak było to możliwe, zatem przygotowywać się musiałem poprzedniego dnia wieczorem, aby być pewnym, że mój ekwipunek jest w należytym porządku, rozmieszczony w specjalnej skrzyneczce. Wykonywałem ją wzorując się na tej, którą miał Teodor. Była to metalowa skrzynka, podzielona na przegródki o specjalnych kształtach: część na probówki, część na słoiki, część na metalowe pudełeczka z dziurkowanymi pokrywkami na takie zdobycze, jak chrząszcze wodne, ślimaki lub kępki interesujących wodorostów. Powinny tam zmieścić się również podbierak (bardzo ważny) i siatka planktonowa — niewielka, z gęstej gazy, zakończona przymocowaną buteleczką, oraz kotwiczka z linką i draga do zaczepiania oraz ściągania roślin i wodorostów, a także próbek z dna. Skrzynka nie miała wieczka, była natomiast ściśle wpasowana w mocny, brezentowy worek — rodzaj torby z pokrywą. Chroniło to skrzynkę przed promieniami słonecznymi, a jednocześnie zapewniało dostęp i obieg powietrza. Na tego typu wyprawy (w ciepłym klimacie i wysokiej temperaturze) należy zabierać lekki i wygodny strój, pamiętając że prawie zawsze zostanie on zamoczony. Używałem najczęściej koszul z krótkimi rękawami, szortów i sandałów. Wybierałem takie lekkie ubranie, gdyż po zamoczeniu szybko schło, a chodzenie w mokrym odzieniu nie jest zbyt przyjemne.

Na początek musimy zbliżyć się do wody. Czy będzie to spokojne jezioro, czy bystry strumień, należy zachowywać się ostrożnie i cicho, ponieważ nie wiemy, jakie zwierzęta przyjdzie nam spotkać. Może to być lis, gronostaj lub łasica pijąca wodę czy np. łapiąca ryby czapla. Jeśli szczęście nam dopisze — zobaczymy stadko jeleni, a nawet bobra holującego kawał gałęzi w celu reperowania tamy lub żeremi. Możemy spotkać piżmoszczura lub nutrię na lekkiej przekąsce składającej się z roślin wodnych. Jednym z mieszkańców strumieni górskich, którego mimo szczerych chęci nie udało mi się nigdy podpatrzyć, jest wychuchoł pirenejski. Ten przedziwny mały ssak wygląda jak wodny kret; ma niezwykle długi, kołyszący się nos, podobny do trąby słonia. We Francji — z powodu dziwnego nosa – bywa nazywany „myszą trębaczem”. Podczas pływania nos ten wystaje nad wodę jak plastykowa „fajka” pływaka.

Po dojściu nad brzeg należy się rozglądać w poszukiwaniu śladów pozostawionych przez zwierzęta w nadbrzeżnym mule. W skarpach nadbrzeżnych znaleźć możemy również jamki jaskółek brzegówek, żołn lub zimorodków. Na Korfu widziałem tereny poszatkowane kanałami wodnymi w gigantyczną szachownicę. Były tam niegdyś weneckie warzelnie soli, jednak w czasach, gdy tam przebywałem skrawki lądu zostały oddane pod uprawy kukurydzy czy arbuzów. Kanały te, wypełnione słodką wodą, stanowiły dla przyrodnika istny raj. Wśród bogactwa organizmów były tam ślimaki i żółwie wodne. Zawsze uważałem, że za świetny test na to czy jest się dobrym przyrodnikiem, uznać można próbę zbliżenia się do brzegu wody bez płoszenia żółwi, węży i żab wygrzewających się w słońcu.

Do brzegu należy podchodzić powoli, tak żeby nasze nagłe pojawienie się, cień ciała czy też głośne stąpnięcie nie spłoszyły kijanek, traszek, wodnych chrząszczy i małych rybek przebywających chętnie na płyciznach. Ranek do wczesnego popołudnia to najlepsza pora na obserwacje życia w stawach i spokojnych strumieniach. W promieniach słońca drobne organizmy wodne są znacznie aktywniejsze, jest też dość światła, aby je podglądać. Idąc wzdłuż brzegu, warto pamiętać o przeglądaniu łodyg roślin w poszukiwaniu wylinek. Czasami możemy zobaczyć dziwne stworzenie, jakim jest larwa ważki, która wygląda jak potwór z Marsa przytulony do łodygi sitowia. Jeśli będziemy mieli dość szczęścia i cierpliwości, uda nam się zaobserwować zadziwiającą przemianę z brązowego, niezbyt przyjemnie wyglądającego tworu w piękną lśniącą, błękitną lub czerwoną ważkę.

Na koniec wycieczki warto usiąść o zmierzchu nad brzegiem stawu czy strumienia i po prostu patrzeć. Przylatuje wówczas nad wodę ptactwo wodne które poszukiwało pokarmu w innych miejscach; nietoperze muskają powierzchnię wody. Obserwujemy stopniowe pojawianie się zwierząt nocnych: wydra rozpoczyna polowanie na ryby, a borsuk, ze swoim „zamaskowanym” obliczem, kieruje się w stronę strumienia. W wiosenne wieczory żaby i kumaki, które gromadzą się w stawach i jeziorach na rozród, będą dawać wspaniałe koncerty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *