Mieszkańcy wydm

Mieszkańcy wydm

Wydmy muszą być dla zwierząt bardzo dziwnym i niegościnnym środowiskiem. Jednakże nawet w tak nieprzyjaznych warunkach wiele stworzeń znajduje swój dom. Mieszka tu pogoniec, zawieszający u wejścia do swej norki jedwabną zasłonę. Na południowych wybrzeżach Anglii żyje największy z brytyjskich skorków. Zamieszkuje tu także jaszczurka zwinka, która potrzebuje gorącego piasku, by złożyć w nim jaja. Gad ten jest już tak rzadki, że objęto go całkowitą ochroną. Króliki dobrze czują się na wydmach, gdyż mają dużo roślinnego pokarmu i bez trudności kopią nory w miękkim piaszczystym gruncie. Ubarwione na czarno, biało i rudo ohary, które żywią się mięczakami i robakami, wykorzystują opuszczone królicze nory jako miejsca gniazdowania. Na wydmach gnieżdżą się także skowronki, niektóre gatunki mew, rybitwy i sieweczki morskie. Wiele z nich nie buduje gniazd, lecz po prostu wygrzebuje dołek w piasku. Znajdziemy tu także, zamieszkujące w opuszczonych norach królików, lisy i jeże, które zdobywają pożywienie rabując ptasie gniazda.

Na wydmach Korfu znajdowałem wiele stworzeń nie występujących w innych częściach wyspy. Na przykład jasno ubarwioną rogatą żmiję Cerastes cerastes, która ukrywa się tuż pod powierzchnią piasku, wystawiając na powierzchnię jedynie swe oczy. Te małe węże są nie tylko jadowite, ale także bardzo agresywne, toteż musiałem zachować ostrożność wędrując po wydmach. Znalazłem też nie spotykane gdzie indziej dwa gatunki mrówkolwa. Kolorowe rośliny wydm przyciągają hordy owadów. Rosną tu wydmowe lilie; ich śnieżnobiałe, delikatne kwiaty drżą od najlżejszego podmuchu, wydzielając silny, duszący aromat. W innych częściach Korfu oliwne gaje rosły nawet na brzegu morza, natomiast wydmy zdawały się być strefą przejściową między gajem a morzem. Strefę tę, mającą swoich stałych mieszkańców, odwiedzały także przychodzące od strony morza kraby, jak również żyjące w gajach węże, jaszczurki, szczury i myszy.

Z punktu widzenia przyrodnika wydmy na Korfu stanowiły szczególnie atrakcyjne miejsce. Trudno było się tam dostać — wędrówka w jedną stronę zajmowała dwie godziny i była szczególnie wyczerpująca, gdyż należało zabrać dużo ciężkiego sprzętu. Na tych odludnych terenach można było spędzić cały dzień nie spotykając żywej duszy. Zazwyczaj dochodziłem do najbliższej wioski rybackiej, a zaprzyjaźniony rybak zawoził mnie na wydmy swoją łodzią. Wracając z połowu zabierał mnie wieczorem do wioski. Po wylądowaniu na brzegu wraz z całym ładunkiem siatek, pudełek i butelek (nie zapominając o sporym zapasie piwa imbirowego, gdyż dzień był suchy i upalny), a łódź znikała w oddali, zostawałem tylko w towarzystwie psów, czując się jak Robinson.

Pewnego dnia siedziałem pomiędzy piętrzącymi się wydmami, kończąc kanapki i piwo, gdy nagle, na krawędzi wysokiej wydmy ukazał się samotny krab. Był to kieszeniec, wielkości mniej więcej filiżanki. Znajdowałem się dość daleko od brzegu, ale wiedziałem, że kraby szukają niekiedy pożywienia w sporej odległości od morza. Kroczyły bokiem przez piaski, poruszając teleskopowymi oczami, podnosząc znalezione resztki i sprawdzając czy są jadalne. Kiedyś widziałem ok. 30 takich stworzeń, zjadających martwą mewę. Krab, którego zobaczyłem podczas posiłku zachowywał się jednak inaczej. Gwałtownie przeskoczył krawędź wydmy i niezgrabnie stoczył się po zboczu, pociągając małą lawinę piasku. Gdy tylko się zatrzymał, zaczął pośpiesznie kopać, prawdopodobnie chcąc się ukryć. Po chwili dostrzegłem przyczynę jego paniki. Przez krawędź wydmy przełaziła, jak wielki zielono-niebieski smok, niezwykle duża jaszczurka perłowa. Zatrzymała się na moment, pozwalając podziwiać jej błyszczące zielono łuski i jaskrawoniebieskie plamy na bokach ciała. Pochyliła głowę i wystawiła język chwytając zapach kraba. Nagle, jak wytrawny narciarz, ześliznęła się po zboczu, zanim krab zdążył się schować.

Nie miał żadnych szans na przeżycie. Jaszczur, ważący kilka razy więcej od swej ofiary, doskonale wiedział jak poluje się na kraby. Zbliżał się nieuchronnie, a krab przykucnął i wystawił, niczym bokser, swe szczypce. Nagle wielki gad skoczył, pochwycił kraba za jedno z ramion i szarpnięciem na boki oderwał je. Krab odbiegł kawałek i zatrzymał się, wymachując pozostałym kleszczem. Jaszczur wypluł szczypiec kraba i podszedł do ofiary. Następne szarpnięcie pozbawiło ją drugiej pary szczypiec. Nie spiesząc się, gad przewrócił kraba na grzbiet i oderwał jego odnóża. Następnie zaczął rozrywać pancerz, aby dostać się do miękkiego ciała. Po pół godzinie z nieszczęsnego kraba pozostały tylko niewielkie kawałki chityny, pancerz i szczypce. Gdy przechodziłem tamtędy kilka godzin później, ujrzałem gromadzące się wokół resztek hordy mrówek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *